Kasia rzadko jeździła autem męża. Tamtego dnia jej samochód był w serwisie. Kiedy przekręciła kluczyk, na ekranie wyskoczył komunikat: Łączenie z: Telefon Marka 2.
Marek miał jeden telefon. Tak przynajmniej myślała przez jedenaście lat małżeństwa.
Znalazła go w schowku, pod instrukcją obsługi. Hasło: data ich ślubu. Przez to bolało bardziej.
Kolacja
Siedem miesięcy wiadomości do „Moniki z Poznania”. Hotele przy autostradzie. Kasia przeczytała wszystko na parkingu pod Biedronką, z silnikiem na chodzie. Potem pojechała do domu i zrobiła pierogi.
Kiedy Marek usiadł do stołu, drugi telefon leżał obok jego talerza.
Zbladł. Tłumaczył, przepraszał, płakał. Kasia jadła spokojnie, aż skończył.
„Nie odejdę”, powiedziała. „To byłoby dla ciebie za proste. Kończysz z nią dzisiaj, przy mnie. A od piątku jesteś moim kierowcą.”
Piątek
W piątek założyła czerwoną sukienkę, której nie nosiła od wesela kuzynki. Usiadła z tyłu, nie z przodu.
„Hotel na Starym Mieście”, powiedziała. „Zaparkuj naprzeciwko. I czekaj.”
Marek czekał trzy godziny. Widział przez szybę, jak w barze hotelowym jego żona śmieje się z wysokim mężczyzną w jasnej marynarce. Widział, jak razem idą w stronę wind. Siedział z rękami na kierownicy i nie odpalał silnika.
O drugiej w nocy dostał wiadomość: Podjedź pod wejście.
Droga do domu
Wsiadła z tyłu, z butami w ręce, z rozmazaną szminką. Spodziewała się złości. W lusterku zobaczyła coś zupełnie innego – jego oczy, ciemne i głodne.
„Opowiedz”, poprosił. „Od początku.”
Opowiedziała. Całą drogę do domu, powoli, ze szczegółami. Jechał czterdzieści na godzinę, choć ulice były puste.
Drugi telefon leży teraz w szufladzie Kasi. Marek ma tylko jeden. I od roku w każdy drugi piątek miesiąca myje samochód, czyści tylne siedzenia i czeka w przedpokoju z kluczykami w ręce.



