Kasia Nowak była przewodniczką tatrzańską. Od maja do października chodziła z turystami na Rysy, do Morskiego Oka, na Giewont. W niedziele, po zejściu ze szlaku, siadała na ławce przed schroniskiem w Dolinie Pięciu Stawów, zdejmowała ciężkie buty i dawała stopom odpocząć.
Filmowała to. Na jej stronie OnlyFans, zweryfikowanej i całkowicie jej własnej, niedziele były serią. Stopy w lodowatym potoku. Stopy na nagrzanym granicie. Palce poruszające się w wełnianych skarpetach. Bez twarzy, chyba że sama chciała. Bez spotkań.
Wiadomość
Pewnej niedzieli we wrześniu, po wyjątkowo długim dniu, nagrała krótki film. Na pięcie miała czerwony odcisk.
Wieczorem dostała wiadomość.
Widziałem odcisk. Czy bardzo boli? Jestem ratownikiem medycznym w Krakowie. Jeśli Pani pozwoli, napiszę, jak go opatrzyć, żeby jutro dało się iść.
Miał na imię Marek. Subskrybował jej stronę od roku i nigdy nie napisał nic wulgarnego.
Kasia uśmiechnęła się. Proszę napisać, odpowiedziała.
Instrukcja
Napisał długą, rzeczową wiadomość. Ciepła woda z solą. Igła wyparzona nad zapałką. Plaster hydrokoloidowy, nie zwykły. Na noc stopy wyżej niż serce.
Kasia zrobiła wszystko po kolei, w małym pokoju w schronisku. Nagrała to, dla niego, jako film na zamówienie, za jego zgodą. Stopy w misce z parującą wodą. Powolne ruchy, delikatne. Plaster przyklejany na pięcie. Na koniec położyła stopy na poduszce, opartej o drewnianą ścianę, i powiedziała cicho do kamery:
Doktorze, zrobione. Dziękuję.
Odpowiedź
Nie jestem doktorem, odpisał. Ale to był najładniejszy opatrunek, jaki widziałem.
Następnego dnia przeszła dwadzieścia kilometrów bez bólu. Wieczorem przysłała mu zdjęcie: plaster na pięcie, w tle Wielki Staw o zachodzie słońca.
Zima
Gdy sezon się skończył, Kasia zjechała do Zakopanego. Marek dalej pisał. Pytał o jej stopy po każdym dłuższym spacerze. Przysłał z jej listy życzeń, za zgodą, wełniane skarpety z owczej wełny z Podhala, wyszywane w czerwone serca.
Nagrała dla niego film w nowych skarpetach, przy kominku, z kubkiem herbaty z sokiem malinowym. Powoli zdjęła jedną skarpetę, potem drugą, i pokazała pięty, gładkie, zagojone.
Zobacz, powiedziała. Twoja robota.
W marcu zapytał, czy mógłby kiedyś pójść z nią na szlak jako zwykły turysta, w grupie, płacąc jak wszyscy.
Kasia zastanawiała się tydzień. Potem odpisała: Pierwsza niedziela czerwca. Morskie Oko. Weź plastry.



