Tomasz Wiśniewski był starszym programistą w firmie na Mokotowie i zarabiał więcej niż jego rodzice razem wzięci. Pod koniec każdego miesiąca i tak nie miał nic. Jedzenie z dostawą, gadżety, gry, których nie przechodził. Pieniądze przeciekały mu przez palce jak woda.
Znalazł ją w listopadzie, w deszczowy wieczór. Na OnlyFans nazywała się Pani Zofia. Zweryfikowane konto, eleganckie zdjęcia, czerwone paznokcie na klawiaturze starej maszyny do pisania. I zasady:
Najpierw podajesz swój miesięczny limit. Nigdy go nie ruszę. Nigdy nie poproszę o więcej. Jeśli zaproponujesz więcej, odmówię. Trybuty tylko przez tę stronę. Nigdy gdzie indziej.
Limit
Napisał do niej, że nie umie oszczędzać. Że chciałby, żeby ktoś mu to wreszcie ustawił.
Najpierw limit, odpisała. Szczerze.
Podał kwotę. Zapytała, czy może ją oddać, nie ruszając oszczędności ani czynszu. Pomyślał i podał niższą.
Dobrze. Teraz kieszonkowe.
Kieszonkowe
To był jej pomysł. Co rano, punktualnie o ósmej, pisała mu, ile może dziś wydać na siebie. Nie na rachunki, nie na jedzenie z marketu, tylko na zachcianki. Czasem pięćdziesiąt złotych. Czasem dwadzieścia. Raz zero, z dopiskiem: Dziś nauczysz się, jak smakuje nuda.
Wieczorem wysyłał jej raport. Co kupił, czego nie kupił, ile mu zostało. Raz w tygodniu, w piątek, wysyłał mały trybut, w granicach limitu.
Pani Zofia odpowiadała krótko. Grzecznie. Rozczarowujące. A raz, po tygodniu, w którym nie zamówił ani jednej pizzy: Jestem z ciebie zadowolona.
Przeczytał to zdanie pięć razy.
Odesłany trybut
W trzecim miesiącu dostał premię. Był tak dumny, że wysłał jej znacznie więcej, niż było umówione.
Pieniądze wróciły w ciągu godziny.
Nie. Premia to nie powód, żeby łamać zasady. Twój limit jest twoim limitem, także w dobre dni. Szczególnie w dobre dni. Wyślij zwykłą kwotę. A resztę premii odłóż i przyślij mi zrzut ekranu z konta oszczędnościowego.
Tomasz zaśmiał się na głos w pustym mieszkaniu. Potem otworzył konto oszczędnościowe. Pierwszy raz w życiu.
Grudzień
W grudniu Pani Zofia zapytała, co kupi rodzicom na święta.
Nie wiem, odpisał. Zawsze daję im kopertę.
W tym roku dasz im coś, co wybierzesz sam. Masz na to dzisiejsze kieszonkowe razy dziesięć. Ani grosza więcej.
Poszedł na Hale Mirowskie i kupił mamie szal, a tacie stare wydanie książki, którą ojciec kiedyś mu czytał.
W Wigilię mama płakała nad szalem. Tata długo trzymał książkę w rękach.
Tomasz napisał o tym Pani Zofii w nocy. Odpowiedź przyszła rano, o ósmej, jak zawsze:
Dzisiejsze kieszonkowe: tyle, ile chcesz. Zasłużyłeś. Ale w granicach limitu.



