Bartek przez pół roku czytał fora, zanim odważył się kupić bilet. Impreza odbywała się w starej kamienicy przy Ostrowie Tumskim we Wrocławiu. Dress code: czerń. Zasada numer jeden, wydrukowana na bilecie: Zgoda przede wszystkim.
Stał przy ścianie z kieliszkiem wina, którego nie pił, i czuł się jak ktoś, kto pomylił adresy.
Weronika
Zobaczył ją w drugiej sali. Siedziała w wysokim, rzeźbionym fotelu, w gorsecie z ciemnozielonego aksamitu, z nogą założoną na nogę. Rozmawiała z kimś, ale patrzyła na niego.
Po kwadransie skinęła na niego palcem. Podszedł.
Przy jej fotelu, na podłodze, leżała mała bordowa poduszka z aksamitu.
„Wiesz, do czego to jest?” – spytała.
„Domyślam się.”
„Domyślanie się to dobry początek. Usiądź. Na razie po prostu usiądź.”
Rozmowa
Zanim cokolwiek się zaczęło, rozmawiali prawie godzinę. Weronika pytała o wszystko: czego szuka, czego się boi, gdzie są jego granice. Słuchała uważnie, jakby notowała w głowie.
Potem wyjaśniła zasadę.
„Dopóki jesteś na poduszce, decyduję ja. O wszystkim. Jeśli chcesz skończyć, wstajesz i mówisz aksamit. Koniec, bez pytań, nikt tu na ciebie krzywo nie spojrzy.”
„A jeśli nie wstanę?”
„To się czegoś o sobie dowiesz.”
Bartek ukląkł na poduszce. Była zaskakująco miękka.
Wieczór
Kazała mu czekać. Kazała mu prosić – o pozwolenie, żeby się odezwać, żeby spojrzeć jej w oczy. Rozmawiała z innymi gośćmi, a on klęczał obok, niewidzialny i jednocześnie bardziej widziany niż kiedykolwiek. Dotknęła go może trzy razy. Każdy dotyk pamiętał przez tydzień. Co było potem, w małym pokoju na piętrze, zostaje w tamtej kamienicy.
O trzeciej podniosła poduszkę i włożyła mu ją w ręce.
„Przynieś ją następnym razem”, powiedziała. „Bez niej nie wejdziesz.”
Bartek trzyma ją na półce w szafie, owiniętą w czysty ręcznik. Impreza jest w pierwszą sobotę miesiąca. Ma ją zaznaczoną w kalendarzu na czerwono.



